Kallos Crema Al Latte - maska do wszystkich rodzajów włosów
Wiem, że recenzja tego produktu była już na bardzo wielu blogach, jednak postanowiłam dodać kilka słów od siebie.
Wiem, że recenzja tego produktu była już na bardzo wielu blogach, jednak postanowiłam dodać kilka słów od siebie.
Cena i dostępność
5 zł/275 ml. Są też słoiki o większej pojemności do 1000 ml. Z tego co wiem produkt dostępny tylko w
drogeriach Hebe.
Opakowanie
Zakręcany, plastikowy słoiczek. Bezbarwny więc od razu widać jak wygląda
zawartość. Dobrze się przechowuję, samoczynnie nie odkręca. Wygląd również na
plus:)
Konsystencja
Dość gęsta, moim zdaniem idealna, nie przecieka przez palce,
dobrze rozprowadza się na włosach, nie spływa. Czuć, że jest na włosach :)
Zapach
Przesłodki mleczno-bydyniowy zapach. Wiem, że nie każdy lubi
takie ‘jadalne’ zapachy, ale mi się nawet podoba.. Zapach nie jest duszący ani
chemiczny. Na moim włosach utrzymuję się jeszcze chwilę po spłukaniu.
Stosowanie
Maskę do stosowania na wilgotne, umyte włosy. Ja nakładam ją pod ręcznik, zazwyczaj na 1-2 h,
a następnie spłukuję. Produkt łatwo schodzi z włosów, nie wymaga mocno
intensywnego płukania. Producent mówi o 10 minutach, ale jak dla mnie to zdecydowanie za krótko.
Działanie
I tu zaczyna być gorzej. Po pierwszym użyciu byłam bardzo
zadowolona, jednak po czasie, porównując działanie Kallosa np. do Biowaxa, powoli
zaczęłam zmieniać zdanie.
Po użyciu włosy są miękkie, gładkie, łatwiej się rozczesują, jakiś czas słodko
pachną ale jest to działanie dość bardzo delikatne, dla niektórych może być
wręcz bardzo słabe. Przy spłukiwaniu włosy nie tworzą śliskiej tafli (bardzo
lubię to uczucie :D). Śmiało mogę powiedzieć, że podobne efekty możemy uzyskać nakładając
na włosy zwykłą odżywkę, a przecież od masek wymaga się trochę więcej. Produkt
z pewnością nie zrobi włosom krzywdy, nie obciąży ani nadmiernie nie przetłuści.

Moja opinia
Kupiłam zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami. Moim
zdaniem maska nie nadaję się do włosów bardzo zniszczonych czy bardzo suchych
bo zwyczajnie będzie dla nich za słaba. Jak dla mnie maska nie jest najgorsza ale znam
lepsze :) Mimo wszystko uważam, że jeśli macie okazje to warto spróbować – maska jest
bardzo tania, przyjemnie pachnie, może akurat na Waszych włosach sprawdzi się
lepiej. Nie wykluczam, że nie spróbuję innych wariantów Kallosa :)
Ostatnio odkryłam bardzo fajne zastosowanie na dokończenie słoiczka
latte. Na lekko zwilżone włosy nakładam trochę maski, a na to oliwkę z
Babydream. Efekt jest dużo fajniejszy niż po użyciu samej oliwki czy samego latte, w takim
wydaniu maska Kallosa jest wręcz idealna :D
A Wy używałyście Kallosa Creme Al Latte?:)
***
Utworzyłam nową zakładkę – ‘Recenzje’. Chciałabym stopniowo ją rozbudowywać. Co Wy
na to? Lubicie czytać recenzję?:)
Ja bardzo lubię:) Są bardzo pomocne, gdy zastanawiam się nad zakupem danego produktu. Co do maski, to nie kusi mnie ona, głównie ze względu na bardzo ubogi skład.
OdpowiedzUsuńnie mam niestety drogerii Hebe w pobliżu, bo mimo zniszczonych włosów, za taką cenę
OdpowiedzUsuńmogłabym ją stosować jako odżywkę
Kallos pomimo swojej przeciętności bardzo mnie kusi.
OdpowiedzUsuńNa pewno byłby dobry do tuningowania, więc znajdzie się kiedyś w moich zbiorach! :)
Kusila mnie do czasu dzisiejszej recenzji u Katsumi ;)
OdpowiedzUsuńMam tą maskę od niedawna, użyłam jej dopiero z 2-3 razy, więc nie mam wiele do powiedzenia. Poza tym, ze zapach jest obłędny! :)
OdpowiedzUsuńKallos podbił blogosferę. Tylko dziś widziałam 3 różne recenzje tych masek.
OdpowiedzUsuńSama nigdy nie miałam (chyba jeszcze tylko ja wśród blogerek ;-)).
Świetna recenzja i przydatna. Pewnie kiedyś spróbuję tego specyfiku. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńhttp://madame-katharine.blogspot.com/